Śnieg ukrył niedoskonałości Warszawy pod sobą. Póki nie zamieni się w błoto wszystko wygląda jak po remoncie (przynajmniej po malowaniu, rzecz jasna – na biało). Taka prawdziwa zima w stylu klimatu kontynentalnego, mroźno i słonecznie. Zupełnie jak zimy mojego dzieciństwa. W końcu nieco mnie przywiało w kierunku wschodnim. Warszawa to nie Białystok, ale już całkiem blisko. Poza tym tak wielu tu spotykam znajomych waśnie z Białegostoku, że właśnie mam wrażenie, że nie sprowadziłam się do stolicy, lecz do „Białego”.
Adwent każe się zatrzymać na refleksję, ale chyba nie duchownym. Tyle jest imprez i tyle dodatkowych wydarzeń, że trudno pomieścić to w jednym kalendarzu. Ale sceneria adwentowa jak z bajki, tej industrialnej co prawda, ale zawsze coś.
Jednak czas relaksu, ewentualnie – czas odmiany od codzienności – czasem wyrywam wbrew rozsądkowi. Na głowie bowiem cała lista spraw „na wczoraj” i jestem spóźniona niesłychanie z terminami… Jednak miło jest spędzić kilka godzin z siostrą po sklepach bez martwienia się o małą Zosię. Co za radocha spędzić kilka chwil „bez sensu” – czyli tylko oglądając asortyment w sklepach. Fajnie by było jeszcze się przejść ulicami bez celu. Mam nadzieję, że niedługo się uda 😉

Kiedy polewam się kubeczkiem ciepłej wody i marznę między jednym chlustem a drugim, aby jakoś nie kląć w myślach, staram się rozmyślać na temat życiowego doceniania z pozoru prostych rzeczy/spraw/zjawisk naszej codzienności. Przypominam sobie również moje różne przygody, kiedy to na wyjeździe na Białorusi przez 4 tygodnie się myłam podobnie, tylko że w zimnej wodzie. Najgorsza jednak nie była zimna woda w wiadrze, lecz towarzystwo innych dziewczyn, przy których trzeba było się rozebrać i umyć. Nie drzemie we mnie nawet krzta ekshibicjonizmu, więc zniosłam to z bólem. Rok wcześniej na Ukrainie nie było weselej, szczególnie, że odwiedzałam tam z grupą misyjną małe biedne wioseczki. W końcu podczas niejednych wakacji spędzonych u Babci na wsi, kiedy nie miała jeszcze łazienki, myliśmy się podobnie. Pamiętam, że razem z moim rodzeństwem nie widzieliśmy w tym nic przykrego, czy utrudniającego życie. Zabaw przy misce z wodą za to nie było końca…
Uwielbiam zapach zmielonej kawy. Mogłabym się nim „narkotyzować” 😉 Smakuje mi nie tylko kawa, jako napój, lecz również lubię słodycze o smaku kawy. Czekolada kawowa, to mój faworyt.
Sugestywnie sięgnęłam po kocyk i przykryłam swoje kolana. Zrobiłam ciepłą korzenną herbatę, by jej chłodny nastrój nieco ocieplić. Może wsparło by mnie lato, tylko nie wiem, gdzie się schowało. Całkiem się nie przejmuje, nawet zadowolone, że wcześniej po pracy może wrócić do domu. Pewnie pobiegło na targ kupić tegoroczne jabłka…